... ...

Przed rokiem 2014 konflikt zbrojny kojarzył się z obrazami II wojny światowej. Dwie, duże armie stały naprzeciw siebie i walczyły o teren, starając posuwać się do przodu. Nauczyliśmy się, że na wojnie musi być linia frontu, dobrze znany przeciwnik. Nic bardziej mylnego. Kiedy zobaczyliśmy jak Rosja hybrydowo zaatakowała Ukrainę, zaczęło się myślenie, że to jest dzisiejsza “prawdziwa wojna”, że wkroczyliśmy w XXI wiek, jeśli chodzi o prowadzenie konfliktów zbrojnych.

2014 rok zdefiniował dotychczasowe spojrzenie na konflikt zbrojny

Zachód zbytnio przyzwyczaił się do działań Rosji na polu cyberprzestrzeni. Ataki hackerskie mogły uśpić czujność zachodnich ekspertów i utwierdzić ich w przekonaniu, że tradycyjna forma walki nie ma już sensu. Kraje demokratyczne uważały, że poprzez współzależność państw od siebie, dużą wymianę handlową, globalne firmy żadne z krajów nie zaatakuje pozostałych, ponieważ nie będzie chciał odciąć się od współpracy z innymi. Dzisiejsze państwa nie są samowystarczalne, nawet wielkie potęgi nie posiadają wystarczająco dóbr naturalnych, aby móc żyć samowystarczalnie.

Poprzez wojny hybrydowe, Rosja chciała uniknąć odcięcia od globalnego rynku. Oficjalnie to przecież nie oni atakowali. W 2014 roku tłumaczyli się oddolną reakcją mieszkańców wschodniej Ukrainy oraz Krymu. Twierdzili, że to oni chwycili za broń i to oni chcieli oderwać się od Kijowa. Świat Zachodu oczywiście wiedział kto jest prawdziwym agresorem, że przebrane “zielone ludziki” są tak naprawdę rosyjskimi żołnierzami. Wtedy reakcja była niewłaściwa, zabrakło odwagi, chęć konfrontacji wygrała z chęcią współpracy gospodarczej między Wschodem a Zachodem. Krajom przychylnym Rosji pozwoliło to nie nakładać na nich sankcji, twierdzili, że skoro to nie rosyjskie wojsko zaatakowało to nie ma potrzeby reagować, tylko zaakceptować “wolę ludu”.

Rosja pokazała, że współczesna wojna nie musi być hybrydowa

W 2022 roku, kiedy wojska rosyjskie w dużej liczbie stacjonowały przy granicy z Ukrainą eksperci uważali, że to blef. Nawet najwięksi znawcy tematu twierdzili, że Rosja tak naprawdę nie zaatakuje, że jest to próba wymuszenia ustępstw. Przyzwyczaiło ich do tego dawna postawa – unikanie otwartego konfliktu.

Dlaczego więc Rosja postanowiła wrócić do tradycyjnego modelu prowadzenia wojny? Dlaczego nie postawiła na internet, przebranych komandosów, akcje służb specjalnych? Odpowiedź na te pytania nie jest prosta. Kiedy w 2014 roku, rozpoczęła się wojna hybrydowa, Zachód nie do końca poważnie ją potraktował. Były negocjacje, były rozmowy, zawiązało się swoisty status quo, gdzie Rosja zajęła Krym i praktycznie zajęła (poprzez marionetkowe republiki) część Donbasu we wschodniej części Ukrainy. Wtedy gra toczyła się na osłabienie Ukrainy. Po kilku latach od tego, sama Rosja zauważyła, że NATO podchodzi coraz bardziej do jej granic. Po szczycie w Warszawie w 2016 roku uzgodniono konieczność rotacyjnego stacjonowania wojsk Sojuszu na tzw. “flance wschodniej”.  Każde mocarstwo potrzebuje bufora między sobą, a inną potęgą, z którą sąsiaduje, swoistej “ziemi niczyjej”, oddzielającej dwie wrogie strony.

W przypadku Rosji takimi państwami były Białoruś (coraz bardziej wchłaniana przez Rosję) i Ukraina, która postanowiła zbliżyć się z Zachodem, a w dłuższej perspektywie nawet wejść do NATO. Rosja nie mogła sobie na to pozwolić, gdyż jej pozycja w Europie zostałaby mocno osłabiona. Właśnie dlatego Putin postanowił “przewrócić stół”, chciał stworzyć nowy porządek europejski, gdzie Rosja będzie jednym z kluczowych filarów- “gwarantem bezpieczeństwa”. Mówiąc najprościej, chciano odzyskać kontrolę nad Ukrainą, którą Rosja utraciła w 2014 roku, kiedy Wiktor Janukowycz stracił władzę. Jak na razie,  widać, strategia ta nie przyniosła spodziewanego skutku. Czy oznaczać to będzie koniec Rosji jaką do tej pory znamy? Czas pokaże. Dla Rosji jest to jednak niewielki konflikt, bowiem nie zaangażowała całego wojska w działania na Ukrainie. W przypadku zagrożenia wewnętrznego porządku w państwie, Kreml mógłby powołać znacznie większe siły. Jednak kraj poniósł duże straty w sprzęcie, co ogranicza jego zdolności.

Atak Rosji na Ukrainę zweryfikował twierdzenia o zaniku tradycyjnych wojen

Zachód musi na nowo zdefiniować współczesny konflikt zbrojny. Wiele państw pozbywało się czołgów, sądząc, że ten element nie będzie już tak ważny. Patrząc na Ukrainę, widzimy jak ten sprzęt walczy na pierwszej linii. Nie możemy przekreślać dużej koncentracji wojsk. Małymi atakami hybrydowymi wojny się nie wygra. Nie jest tak jak twierdzili niektórzy eksperci, że przeciwko Rosji wystarczy nam armia złożona z silnych wojsk specjalnych, która będzie mogła powstrzymać desant “zielonych ludzików”.

Potrzebna jest armia z prawdziwego zdarzenia, potrzebny jest nowoczesny sprzęt, który sprosta nowym wyzwaniom na polu walki.

Autor: Mateusz Bartczak

zdjęcie: Jakub  Szymczuk ( KPRP)