... ...

Kończy się zimna wojna. ZSRR i cały blok sowiecki upada, nie wytrzymuje wyścigu z zachodem. Stany Zjednoczone stają się globalnym hegemonem. Od teraz nikt nie mógł się im przeciwstawić. Amerykański politolog i filozof Francis Fukuyama ogłosił "koniec historii". Miał oczywiście na myśli, że upadek komunizmu zwiastuje początek nowych, pokojowych czasów. Teraz dopiero wiemy jak bardzo się mylił.

Przyjęcie takiego kraju jak Polska do Sojuszu Półncnoatlantyckiego nie było rzeczą tak trudną. Decyzję o tym można uznać za dość logiczną. Duży kraj, gdzie liczba mieszkańców oscyluje wokół 40 milionów, centrum Europy, obszar strategiczny - jego posiadanie decyduje jak daleko sięgają wpływy zachodu. Dodatkowo Polska była silnie antyrosyjskim krajem, dla państw NATO były to same plusy, a sama Rosja nie przeciwstawiała się rozwojowi Sojuszu Północnoatlantyckiego. Była po prostu zbyt słaba. Jednak i tutaj akceptacja nie przyszła od razu.

Początkowo proponowano raczej współpracę Europa Środkowa - NATO. Wobec trudności z pełnoprawnym członkostwem powstała koncepcja Prezydenta Wałęsy “NATO-bis”, czyli stworzenie bliźniaczej organizacji do NATO, jednoczącej byle kraje komunistyczne Europy Środkowej. Polska szybko porzuciła tę koncepcję i zdecydowała się kandydować do NATO

Zupełnie inna sytuacja miała miejsce w przypadku państw bałtyckich. Byłe sowieckie republiki ze słabą gospodarką i armią, właściwie odcięte od pozostałej części Sojuszu wydawały się nie do obrony. Dodatkowo, głównie w Łotwie i Estonii znacza część obywateli ma pochodzenie rosyjskie, mówi po rosyjsku i nie integruje się z tamtejszym społeczeństwem. W Estonii około 25% mieszkańców jest Rosjanami. Koncentrują się głównie we wschodniej części kraju, przy granicy z Rosją. Z podobnym problemem boryka się Łotwa, kraj nie daje obywatelstwa Rosjanom, którzy nie znają łotewskiego. Litwa nie ma aż tak dużego udziału Rosjan w społeczeństwie, jednak tam problem jest inny. Kraj z jednej strony graniczy z Obwodem Królewieckim, a z drugiej - z Białorusią. Największy strach uwidacznia się w tym, że Litwa może być zaatakowana a dwóch stron.

Przesmyk suwalski jest właściwie “piętą achillesową” NATO, a jednak w 2004 Litwa, Łotwa i Estonia stały się państwami członkowskimi. Czy ta decyzja była właściwa? Czy była sensowna? Musimy na to spojrzeć z różnych perspektyw. Z punktu widzenia wojskowego była to zła decyzja, ale już z punktu politycznego - dobra. W tamtym czasie perspektywy dla byłych państw Bloku Wschodniego były dwie - albo jesteś z NATO albo z Rosją. Jeśli kraje bałtyckie chciały dołączyć do kulturowo-politycznego Zachodu to dało to szansę na rozciągnięcie demokracji dalej na wschód. Dlatego właśnie kraje NATO zezwoliły na członkostwo, a nowe tereny zostały niejako "wyrwane" z ewentualnych politycznych wpływów Rosji.

Jak przyjęcie tych krajów do NATO wpływa na obecną sytuację geopolityczną w Europie Środkowo-Wschodniej?

Źródło: NATO na mapie

Na powyższej mapie zaznaczone punktami obecne środki odstraszania NATO. Zwraca uwagę ich nagromadzenie w krajach bałtyckich i północnej Polsce.

Temat granicy polsko-litewskiej i jej ewentualnej obrony wraca co chwila jak bumerang. We wcześniejszej polskiej myśli strategicznej (o ile w Polsce można o czymś takim mówić) proponowano utworzenie linii obrony w razie ewentualnego ataku raczej na Wiśle. Oddanie Podlasia, może niepopularne, ale z puntu widzenia mało liczebnej ówczesnej polskiej armii było właściwie logiczne.

Obwód królewiecki (dawniej kaliningradzki) to jeden z najbardziej zmilitaryzowanych obszarów świata. Jako najbardziej wysunięta na zachód cześć Rosji, trzymane są tam duże ilości wojska oraz sprzęt zdolny zostać użyty do ewentualnego ataku na Europę. Nie było więc szans na szybką obronę. W Europie nie było jasnego systemu przerzucania żołnierzy w miejsce konfliktu. Nie mieliśmy baz NATO z tysiącami żołnierzy m. in. amerykańskich.

Obecna sytuacja jest inna. W obliczu agresji Rosji na Ukrainę, już w 2014 zaczęło powoli zmieniać się nastawienie do obrony każdego centymetra ziemi. Później doszły bazy NATO i już wcześniej wspomniani żołnierze państw sojuszniczych. Dzisiaj armia przesuwa się na wschód. Przeniesiono tam dobry jakościowo sprzęt (kosztem zachodniej części kraju) i znaczne ilości żołnierzy zapewniając, że każdy obszar kraju będzie równie chroniony. 2016 rok i szczyt NATO w Warszawie był przełomowy ze względu na decyzję o przesunięciu dużej liczby wojsk na flankę wschodnią.

Europa zdawała się budzić. W kolejnych latach liczba żołnierzy stale się zwiększała i doprowadziła do znacznego potencjału obronnego. Obecnie, w samej tylko Polsce liczbę żołnierzy z innych krajów NATO szacuje się na około 12 000. Jest to suma może niewielka, ale pamiętajmy, że NATO zmagazynowało na wschodzie Paktu wiele sprzętu, a także udoskonaliło mechanizm przerzucania wojska.

Dzisiejsza perspektywa jest jasna. Otwarty konflikt na Ukrainie zjednoczył sojuszników i zmusił do przesunięcia ciężaru Sojuszu bardziej na wschód. Wzmacnia to zdecydowanie kraje bałtyckie i pokazuje jak ważne było przyjęcie tych państw do NATO. Jeśli wydarzenie z 2004 roku by nie nastąpiło, ta część Europy mogła być już częścią rosyjskiej strefy wpływów. Dodatkowym potwierdzeniem silnej obecności NATO w państwach bałtyckich był ostatni szczyt w Wilnie. Sojusz wkrótce stanie przed nowym pytaniem. Czy przyjmować w swoje struktury Ukrainę? Pozostaje nadzieja, że nad tym pytaniem zastanawiać się będą eksperci a nie politycy, a jeśli Ukraina wejdzie w skład NATO będzie to poparte rzetelnymi badaniami i prognozami dotyczącymi bezpieczeństwa narodowego.

Autor: Mateusz Bartczak

zdjęcie: NATO