... ...

Premier Donald Tusk ogłosił, że przystępujemy do European Sky Shield Initiative, w tle pojawiają się informacje o żelaznej kopule dla Europy. Jest w nich sporo przesady, bo ESSI nie ma działać tak, jak to widzieliśmy ostatnio w Izraelu. Czym faktycznie jest ESSI?

To platforma, która ma ułatwić państwom członkowskim zakupy sprzętu związanego z obroną przeciwlotniczą i przeciwrakietową. Ma także sprawić, że organizacja wspólnych szkoleń będzie łatwiejsza, a założenie jest takie, że później ten sprzęt będzie można zintegrować. Ale ta ostatnia kwestia jest bardzo mało prawdopodobna.

To, jak działa sprawna obrona przeciwrakietowa, można było obserwować w ubiegły weekend, gdy z wystrzelonych przez Iran ponad 300 bezzałogowców, pocisków manewrujących i balistycznych na terytorium Izraela dotarło zaledwie kilka. W uproszczeniu: najpierw pociski przeciwnika trzeba wykryć, później zidentyfikować, zdecydować czym zestrzelić i na końcu użyć tzw. „efektora”, czyli pocisku. By to lepiej zrozumieć, warto sobie uświadomić, że taka obrona ma kilka warstw – pociski czy samoloty przeciwnika mogą być eliminowane naszymi pociskami wystrzelonymi z wyrzutni naziemnych (nie licząc okrętów czy samolotów) o zróżnicowanym zasięgu. W średnim (do 100 km) dominuje na Zachodzie amerykański system Patriot, konkurencją jest francusko – włoski SAMP – T, który jednak ma zaledwie kilku użytkowników. Istnieje więcej systemów o krótkim zasięgu (ok. 20 km), a założenie jest takie, że dzięki ESSI Niemcy będą promowali swój system Iris – T, który sprawdza się na Ukrainie i któremu trudno coś zarzucić. Z kolei w zakresie efektorów dalekiego zasięgu Niemcy właśnie zdecydowali się na zakup izraelskiego systemu Arrow – 3.

źródło: forsal.pl 

Więcej: >>>